Galeria

Kalendarz liturgiczny

 
Sobota II tygodnia adwentu
16 grudnia 2017r.

SŁOWO BOŻE Array Drukuj Array
Poniedziałek, 30 Wrzesień 2013 10:40
 
SŁUCHANIE SŁOWA BOŻEGO

     Dziecko jest mistrzem zdumienia i zachwytu. Wszystko, co je otacza, cieszy go i zachwyca. Swoją wyobraźnią z łatwością wkracza w barwne krainy baśni i tęczy. Bywają także i dorośli, którzy umieją patrzeć inaczej i widzieć więcej, słuchać całym sobą i rozumieć głę­biej. W tłumie osób słuchających Jezusa, pojawiła się taka osoba. Wpatrzona i zasłuchana w nauczającego Pana (por. Łk 4, 20). Jezus nie neguje subtelnej pochwały Jego Matki, ale korzysta z okazji, by pouczyć o więzach duchowych, nadprzyrodzonych, które daleko bardziej potrafią łączyć, aniżeli związki krwi. Jezusa z Jego Matką łączy przede wszystkim więź duchowa, która rodzi się i rozwija ze "słuchania Słowa Bożego i zachowywania go" (11, 28). Stąd św. Augustyn zauważa: "Dla Maryi było rzeczą cenniejszą być uczenni­cą Chrystusa, aniżeli Jego Matką". Ze słuchania Słowa Bożego rodzi się i rozwija wiara. Dzięki Słowu Bożemu poznajemy Boga, siebie samych i wolę Bożą względem nas. Stąd Jezus mówi, że jeśli chcesz stać się błogosławionym, "czyń wolę Ojca mojego, który jest w niebie", a wówczas staniesz się moim "bratem, siostrą i matką" (Mt 12,50). Święty Jan Chryzostom woła z uniesieniem: "Jakiż to dla nas zaszczyt i na jakież to duchowe szczyty wynosi nas poznawanie i pełnienie woli Bożej, że stajemy się dla Jezusa, nie tylko bratem i siostrą, ale nawet matką. Postępujmy tą drogą, choćby nas to wiele kosztowało". Błogosławiony Bronisław Markiewicz poucza: "Mi­łość możemy okazywać Panu Bogu w rozmaity sposób, ale najdo­skonalszym i najpewniejszym sposobem przypodobania się nasze­mu Stwórcy i Odkupicielowi jest pełnienie Jego najświętszej woli, to znaczy Jego przykazań i rad, oraz cierpliwe znoszenie wszelkiego rodzaju cierpień, które On na nas zsyła. Kto znosił dla Boga większe trudy, prace i cierpienia na tym świecie, ten osiągnie potem większą szczęśliwość w niebie, która będzie trwać na wieki. Kto większe krzyże z miłości dla Boga tutaj na ziemi dźwigał, ten posiada obec­nie w niebie większą chwałę i szczęśliwość".

================================================================ 

 K O Ś C I Ó Ł   J E S T   T Y M ,   K T Ó R Y   S Ł U C H A 

 

 

Przyłączyło się owego dnia około trzy tysiące dusz. Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Lęk ogarniał każdego, gdyż apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga i byli życzliwi wszystkim ludziom. A Pan pomnażał codziennie tych, którzy mieli być zbawieni. (Dz 2, 41-47)

Zesłanie Ducha Świętego było punktem zwrotnym dla chrześcijaństwa. Kiedy Jezus wstąpił do nieba, Jego uczniowie zebrali się w górnej sali, niepewni co robić, czekając na przyjście obiecanego Ducha Świętego. Było ich niewielu: około 120 oraz Jedenastu, których Jezus powołał na apostołów.

Jeśli ich poprzednie postępowanie miało coś oznaczać, niewiele można było oczekiwać od uczniów, których Jezus pozostawił. Z małymi wyjątkami, wszyscy opuścili Jezusa w godzinie potrzeby, podczas procesu i śmierci. Nawet po Jego zmartwychwstaniu byli przestraszeni i słabi w wierze. Aż do samego momentu Jego wniebowstąpienia oczekiwali od Jezusa założenia ziemskiego imperium i odnowienia Izraelowi królestwa Dawida.

Zesłanie Ducha Świętego przekształciło tę mało obiecującą grupę ludzi w trzon Kościoła. Przyjście Ducha Świętego dało im moc odważnego głoszenia tego, co wiedzieli o Jezusie Chrystusie tego, co widzieli i słyszeli. Natchnienie Ducha Świętego dało im umiejętność ostatecznego zrozumienia wypełnienia się proroctw Starego Testamentu w Jezusie Chrystusie.

W sposobie, w jaki Łukasz przedstawia wydarzenia w Dziejach Apostolskich, pierwotny Kościół wydaje się rozkwitać jako w pełni dojrzały w Dzień Zesłania Ducha Świętego. W następstwie przyjścia Ducha Świętego uczniowie Chrystusa zbierali się razem na modlitwach według przykładu Jezusa. Ludzie, którzy byli sobie obcy przed tym, nawet ludzie różnych języków, zaczynają razem żyć, dzieląc się swą własnością, skupiając życie na tym, co łączy ich w Jezusie Chrystusie.

Po Zesłaniu Ducha, pierwotny Kościół jest kontekstem Nowego Testamentu. Są wielkie osobowości, które przyciągają naszą uwagę, szczególnie Paweł i Jego misje. Paweł pracował nad stworzeniem podbudowy Kościoła. Łukasz wysunął Pawła na pierwszy plan w drugiej połowie księgi Dziejów Apostolskich, by zademonstrować rozprzestrzenianie się Ewangelii i Kościoła nawet po krańce ziemi?. Nie jest przypadkiem, że Paweł nie zgłosił się na ochotnika na pierwszą podróż misyjną: Kościół w Antiochii działając pod natchnieniem Ducha Świętego, wybrał go i wysłał dalej.

Dziś istnienie Kościoła uważamy za coś tak oczywistego, że nie uświadamiamy sobie jego istotnej ważności. Możemy sądzić, że uczestnictwo w Kościele jest czymś odrębnym od wiary w Jezusa Chrystusa - uboczną korzyścią. Możemy sobie też wyobrażać uczestnictwo w Kościele jako troskę półetatową, która nie stanowi centrum naszego życia. Żadna z tych podstaw byłaby nie do pomyślenia w pierwotnym Kościele.

Kazanie Piotra w dniu Zesłania Ducha było głoszeniem, że Jezus Chrystus jest Panem: Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić bracia? - zapytali Piotra i pozostałych apostołów. Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego (Dz 2, 37 - 38). Piotr nie powiedział ?musicie włączyć się do Kościoła?. Piotr po prostu powiedział, nawróćcie się, ochrzcijcie się w Chrystusie, przyjmijcie Ducha Świętego?. Rezultatem ich nawrócenia, chrztu i przyjęcia Ducha Świętego, było utworzenie Kościoła: tego właśnie dnia około trzech tysięcy dołączyło się do nich... Rezultatem Piotrowej proklamacji było stworzenie wspólnoty, skupionej na modlitwie, pożywiającej się nauką apostołów. Z pewnością nie ma podstaw w Dziejach Apostolskich do rozdziału pomiędzy wiarą w Jezusa Chrystusa a przynależnością do Jego Kościoła.

Przynależność do pierwotnego Kościoła była też określona zobowiązaniem, spełnianym przez wspólne nabożeństwo raz na tydzień. Przynależność do pierwotnego Kościoła była sprawą łączności z innymi chrześcijanami. Wszystko co ludzie mają najdroższego - własność i czas - były wspólne. Nie każda wspólnota pierwotnego Kościoła szła za tym samym wzorem wspólnej własności jak wspólnota w Jerozolimie, jasne jest, że włączanie się do pierwotnego Kościoła oznaczało zupełną zmianę czyjegoś życia. Uczestnictwo w Kościele nie mogło być oparte na zasadzie pół etatu.

Kiedy porównamy stan rzeczy przed i po Dniu Zesłania Ducha, jasne jest, że Duch Święty odegrał niewypowiedzianą rolę. Bez pomocy i przewodnictwa Ducha Świętego apostołowie byliby umarli ze starości w górnej sali. Na skutek działania Ducha Świętego tysiące zostały przyciągnięte do wiary w Jezusa Chrystusa i pociągnięte do takiej zmiany życia, że Chrystus znalazł się na pierwszym miejscu.

Aby zrozumieć to pełniej, trzeba się zastanowić jak Chrystus wypełnił swe posłannictwo, a to z kolei da nam klucz do zrozumienia miejsca Pisma Świętego w Kościele.

PLAN JEZUSA

Czytając Ewangelie pierwszy raz, bez żadnych z góry przyjętych pojęć, będziemy zaskoczeni w jaki sposób Jezus podszedł do zbawienia świata. Jezus nie uczynił nic, czego moglibyśmy się po Nim spodziewać, nie uczynił niczego, co uczyniłby człowiek, który miałby zmieniać bieg historii.

Rzym był politycznym centrum zachodniego świata w czasach Jezusa; my chcąc wywrzeć wpływ na świat, przyjęlibyśmy Rzym za punkt wyjścia. Bóg tak nie uczynił. Zamiast tego posłał swego Syna jako Hebrajczyka, członka nie konsekwentnego narodu bez politycznej potęgi. Hebrajczycy byli u szczytu potęgi za panowania Dawida i Salomona; później królestwo powoli upadało, aż wreszcie zakończyło się niewolą. Przez stulecia przed Chrystusem, Hebrajczycy byli podbitym narodem, okresowo podnosząc się, by odzyskać niepodległość, ale nigdy z długotrwałym rezultatem: W czasach Chrystusa byli nic nie znacząca częścią imperium Rzymskiego, bez żadnej politycznej perspektywy.

Postawieni przed wyborem politycznych środków mających wpływ na historię, wybralibyśmy wpływ ideologiczny. Ale Jerozolima nie była intelektualnym centrum świata; naród wybrany nigdy nie był kulturalnym przywódcą w swoich czasach. W królestwie filozofii żadna starożytna cywilizacja nie mogła dorównać Grecji w czasach Sokratesa, Platona i Arystotelesa. Pomimo tego Jezus nie urodził się jako Grek, uczeń Arystotelesa. Urodził się jako Hebrajczyk.

Nie mając wpływu na polityczne czy kulturalne tendencje naszych czasów, próbowalibyśmy przynajmniej pociągnąć za nami wielu uczniów. Tu znów punkt widzenia Jezusa był inny. W okresie swej działalności publicznej, choć czasem nauczał rzesze, ale większość czasu spędzał On z niewielką liczbą apostołów i uczniów. Większość Jego wysiłków była skierowana na przygotowanie małego zespołu uczniów, którzy kontynuowaliby Jego misję. Nie zależało Mu na ilości, oparł się próbom rzesz, które chciały ukoronować Go jako króla i nigdy nie szczędził ostrych słów, by utrzymać wiarę słabych uczniów.

Strategia, według której Jezus działał, polegała na wybraniu małej liczby zwykłych ludzi, i powołaniu ich do poświęcenia Mu, całym sercem swego życia. Kiedy kogoś zapraszał do pójścia za Nim, Jego słowa oznaczały dokładnie to: iść za Nim, kiedy szedł przez wioski Judei i Galilei.

Jezusowy wybór uczniów był również ciekawy. Nie wybrał religijnych przywódców swoich czasów. Zespół Jego uczniów składał się z bardzo zwykłych ludzi - rybaków, gospodyń, urzędników. Według opisu Ewangelii, nikt z nich nie uderza nas jako kandydat na podjęcie wielkiej odpowiedzialności.

Ale właśnie tej grupie ludzi poświęcił Jezus najwięcej czasu i uwagi. Nauczał ich, radził i rozsyłał na próbne misje. Po prostu pozwolił im być z sobą i kochał ich. Nauczał ich znaczenia miłości poprzez swą miłość do nich: nauczał ich wypełniania misji, poprzez swój przykład, sam ją wypełniając.

Pan Jezus odznaczał się taką prostotą, że mamy trudności ze zrozumieniem Go. Skupił się na przygotowaniu małej grupy zwykłych ludzi, którzy mogli być zaczynem Jego Kościoła. Jezus przyniósł nowinę miłości Ojca swoim uczniom; uczył ich miłości, przede wszystkim przez własny przykład. Wszystko inne pozostało w ich rękach pod mocą i przewodnictwem Ducha Świętego.

Trzeba też zauważyć, że Jezus nie napisał książki. Jeśli napisane słowo miało być czymś wszechważnym w Jego Kościele, oczekiwalibyśmy od Niego, żeby pozostawił jakiś ślad na piśmie. Większość światowych przywódców zostawia swoją wizję utrwaloną na piśmie, ale Jezus nie pozostawił żadnego pisanego manifestu.

Nie wybierał Jezus także uczniów, którzy byliby szczególnie dobrymi pisarzami. Pisarze, którzy przechowywali i zapisywali słowo w judaizmie, byli wyraźnie nieobecni w szeregach apostołów. Rybacy nie są zwykle znani ze swych literackich zdolności. Gdyby Jezusowi zależało na dokładnym zapisie swoich kazań, na pewno wybrałby kogoś, kto by je zapisywał, jak Jeremiasz polecił Baruchowi zapisywanie jego proroctw. Nie ma dowodów, że tak czynił Jezus.

Tak jak uwaga Jezusa nie skupiała się na sile politycznej czy oświeceniu kulturalnym, czy dużej ilości uczniów, nie była ona również skupiona na słowie pisanym. Zamiast tego Jezus głosił żywe słowo przede wszystkim dla małej grupki swoich najbliższych uczniów, które żyło wśród nich i dzięki nim. Pod natchnieniem Ducha Świętego mieli oni stanowić centrum Chrystusowego Kościoła. Żyli nowym przy kazaniem miłości i byli ze sobą zjednoczeni tak, że świat widząc ich wierzył, że Jezus Chrystus był naprawdę Synem Bożym i poprzez tę wiarę odnajdywał życie. Lud Boży miał być słowem Bożym.

To właśnie w tym kontekście możemy zrozumieć powstanie Kościoła opisane w Dziejach Apostolskich. Duch Święty nie stworzył czegoś z niczego; dopełnił dzieło, które Jezus zapoczątkował. Kiedy apostołowie otrzymali Ducha Świętego, Kościół mógł powstać do pełnego życia, do czego przyczyniły się lata Jezusowej nauki i przygotowania.

Właśnie w tym kontekście musimy rozumieć, w jaki sposób Pismo Święte zostało dla nas napisane.

PRZEKAZYWANIE

Paweł podsumował wiadomość, którą przekazywał podczas swych podróży misyjnych: Przypominam bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której trwacie... Przekazałem wam na początku to co przejąłem; że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za grzechy nasze? (1 Kor 15,1.3 - 5).

Mówiąc o Pismach, Paweł miał na myśli te księgi, które znamy jako Stary Testament. Nie miał na myśli zapisanych Ewangelii które czytamy w Nowym Testamencie, bo one jeszcze nie istniał w czasach, gdy Paweł pisał ten pierwszy list do Koryntian.

Paweł uważał, że jego misją było przekazywanie innym nowiny, którą sam otrzymał. Inne obecne przekłady Pisma tłumaczą słowa Pawła jako rozważania czy przekazywanie. Ale greckim słowem, jakie użył Paweł jest słowo, którego współczesnym odpowiednikiem jest tradycja. Paweł powiedział Koryntianom, że ich wiara była oparta na nowinie, którą on sam otrzymał, i którą wiernie im przekazał. To jest rdzenne znaczenie ?tradycji?: przekazywane nowiny Ewangelii.

Jezus Chrystus przeniósł nam objawienie zbawczej prawdy od Boga i upoważnił ludzi, aby przekazywali ją innym. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody: udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego; uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto Ja jestem wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 19-20). Od nauki apostołów, z natchnienia i przewodnictwa Ducha Świętego zaczynała się nauka Kościoła. Apostołowie mieli być tymi, którzy przekazywali zbawczą prawdę Ewangelii.

Przekazywanie było wyłącznie ustnym nauczaniem przez kilka dziesięcioleci. Pierwszą z napisanych ksiąg Nowego Testamentu są listy Pawła do Tesaloniczan napisane około 20 lat po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa. Żadna z Ewangelii w formie, w jakiej jest nam znana, nie pochodzi sprzed 65 lat po Chrystusie, a Ewangelia Jana nie została napisana mniej więcej do końca pierwszego wieku. Słyszeć zbawczą prawdę o Jezusie Chrystusie dosłownie oznaczało słyszeć ją. Przyjąć Ewangelię oznaczało przyjąć żywą tradycję przekazywaną w Kościele.

W ten sposób listy Pawła są pełne odniesień do ustnego przekazywania Ewangelii ?Pochwalam was, bracia, za to, że we wszystkim pomni na mnie jesteście i że tak jak ja wam. przekazałem zachowujecie tradycję (1 Kor 11, 2), Nakazujemy wam, bracia w imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie według przekazanej przez nas nauki, którą przyjęliście? (2 Tes 3, 6). Paweł poucza Tymoteusza, by przygotowywał innych do przekazywania nowiny: ?Co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych (2 Tym 2, 2).

Księgi Nowego Testamentu zostały napisane w kontekście pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Zostały napisane dla zaspokojenia potrzeb rozwijającego się Kościoła przez przechowywanie żywej tradycji na piśmie. W miarę jak zwiększała się ilość kościołów, które Paweł zakładał, nie mógł zaspokajać ich potrzeb przez swą osobistą obecność. Stąd zaczął pisać do nich listy, najczęściej aby rozwiązać konkretne problemy, dodać otuchy do przezwyciężenia napotykanych trudności i odpowiedzieć na pytania. które powstały. Paweł uważał, że listy utrwalały jego autorytet i były częścią przekazywania ewangelicznej tradycji: Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się podanych zasad, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu (2 Tes 2, 15). Te tradycje? były nowiną Pańską, poza tym, bracia módlcie się za nas, aby słowo Boże rozszerzało się i rozsławiało, podobnie jak to jest pośród was (2 Tes 3 ml) Paweł chciał nawet, żeby niektóre z jego listów były przekazywane z jednej wspólnoty do następnej: ?a skoro 1 List zostanie u was odczytany, postarajcie się o to, by odczytano go też w kościele w Laodycei, a wy żebyście też przeczytali list z Laodycei? (Kol 4, 16).

Zadaniem Ewangelii był zapis dla zachowania też żywej tradycji przez pierwszych naocznych świadków, apostołowie bowiem starzeli się, lub stawali się męczennikami. Ewangelista Łukasz nie był jednym z dwunastu apostołów i nie znał Jezusa podczas Jego życia na ziemi. Łukasz był mówiącym po grecku towarzyszem Pawła podczas jego późniejszych podróży misyjnych. Zabrał się do zapisywania głoszonej tradycji, z którą miał kontakt przez Pawła ale Łukasz zebrał również razem inne ogniwa tradycji. które były przekazywane: przypomnienia słów Jezusa przekazywane ustnie, zapisywane fragmenty zawierające te wypowiedzi. Łukasz rozpoczął swą Ewangelię od stwierdzenia celu jej napisania, i zwrócił się sam do Teofila jako miłośnika Boga.

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie zdarzeń dokonanych pośród nas, tak jak je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać w kolejnym następstwie dla ciebie, dostojny Teofilu, żebyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielano (Łk 1, 1-4).

Łukasz przypuszczał, że Ewangelia była już znana tym, do których ją pisał i że przez nią znaleźli życie. Zaczęły się już ukazywać zapisy Ewangelii; Łukasz pragnął jedynie wiernie ułożyć ustną i pisaną tradycję w dokładny zapis. Chciał być wierny temu co zostało nam przekazane.

Pod natchnieniem Ducha Świętego autorzy Nowego Testamentu zdziałali więcej niż wysiłek upamiętniający każde słowo i czyn Jezusa. Od samego początku Kościół stawał wobec nowych pytań i nowych sytuacji. Nawet w latach bezpośrednio po zmartwychwstaniu Jezusa, Ewangelia nie była martwą literą, sztywnym przypomnieniem nauczających słów Jezusa, ale żywym przekazywaniem, kierowanym przez Ducha Świętego, konfrontowaniem nowych pytań i sytuacji.

Pierwszym większym kryzysem, jaki dotknął Kościół było pytanie: w jaki sposób poganie mogliby zostać przyjęci do Kościoła. Działalność Jezusa była ograniczona do Żydów, a Jezus nie głosił swej nowiny poza granicami Izraela. W dzień Zesłania Ducha Świętego, Żydzi, którzy zamieszkiwali inne kraje, weszli do Kościoła. Ale nadal byli Żydami: cały pierwotny Kościół w tym momencie trwał jednomyślnie w świątyni (Dz 2, 46), to znaczy w Świątyni Jerozolimskiej Żydów. Najwcześniejszy Kościół był częścią judaizmu - częścią, która wyznawała Chrystusa jako Mesjasza, którego oczekiwał Izrael.

Jeśli poganin - nie Żyd - miał przyjąć wiarę w Jezusa Chrystusa, jak powinien był ją otrzymać czy miał się najpierw nawrócić na judaizm czy miał być związany Prawem Mojżeszowym Czy także miał się modlić w żydowskiej świątyni. Nic w jasnym nauczaniu Chrystusa nie wydawało się rozwiązywać tego pytania.

Gdy to pytanie zostało postawione, stało się ono jednym z dramatów, kryjących się w Dziejach Apostolskich i w niektórych listach Pawła. Rozwiązanie zostało znalezione pod natchnieniem Ducha Świętego - natchnieniem, które wyznaczało kierunek, który miał przyjąć pierwotny Kościół: Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii, w Cylicji... Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne? (Dz 15, 23. 28).

Potrzeby pierwotnego Kościoła przywoływały na pamięć czyny i nauki Jezusa oraz elementy przekazywanej tradycji. Ewangelia Jana zauważa, że Jezus uczynił wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze (J 20, 30). Duch Święty kierował ewangelistami w wyborze materiału przekazującego sens Ewangelii Ewangelie nie były biografiami Jezusa napisanymi w celu zilustrowania Jego życia, były przewodnikami życia przedstawianymi zgodnie z ich założeniami. Jan napisał: Te zaś (znaki) zapisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego? (J 20, 31). Życie to było życiem Kościoła, Duchem Świętym. Cel, dla którego Ewangelie zostały napisane i kontekst, w którym miały być czytane wpłynęły na kształt księgi.

Często życie i modlitwy pierwotnego Kościoła, jego liturgia, kształtowały sposób wyrażania Ewangelii. Jest to widoczne w opisie Ostatniej Wieczerzy. Paweł napisał do Koryntian, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: To jest ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę. Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich mówiąc: Kielich ten jest Nowym Przymierzem, we krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę (1 Kor 11, 23-25 ).

Wieczerza Pańska była sprawowana przez kilka dziesięcioleci zanim Paweł napisał swój list do Koryntian, a nawet wcześniej niż sporządzono ewangeliczne zapisy Ostatniej Wieczerzy. Słowa Jezusa były wspominane w codziennym modlitewnym życiu Kościoła, łamaniu chleba. Przez stałe odnawianie liturgii były one wyrażane i wspominane w określony sposób. Kiedy Paweł pisał do Koryntian o Ostatniej Wieczerzy, słowa, których użył były słowami, którymi posługiwano się już w liturgii pierwotnego Kościoła. Kiedy autorzy Ewangelii zapisali żywą tradycję, były to słowa, którymi się posługiwali z małymi odchyleniami, które zachowano w różnych odcieniach ustnej tradycji i zwyczajów liturgicznych.

Zauważcie, co miał na myśli Paweł, kiedy pisał te słowa do Koryntian: to jest to, co otrzymałem od Pana; a co z kolei wam przekazuję. Możemy je tak rozumieć: to jest to, co zostało mi przekazane przez prawdziwą i żywą tradycję Kościoła i to ja z kolei przekazuję wam i piszę byście pamiętali. Listy Pawła były napisane jako przypomnienie i posłanie, które było już przekazane przez pierwotny Kościół; były napisane, aby: pewne sprawy przypomnieć (Rz 15,15; por. 2 P 1, 12-15).

Potrzeby pierwotnego Kościoła najprawdopodobniej wpływały na sposób, w jaki Ewangelie przedstawiały znane wydarzenie, kiedy to apostołowie chcieli oddalić dzieci zbliżające się do Jezusa. Jednym z problemów, wobec którego stanął pierwotny Kościół było to, czy chrzcić dzieci, czy nie. Pierwsi nawróceni byli dorosłymi; czy chrzest miał być zastrzeżony dla dorosłych, czy dzieci także miały być chrzczone? Rozważając to pytanie, Kościół przypomniał sobie przykład Chrystusa. Jezus nie stawiał granicy wieku wchodzącym do Królestwa Bożego. Witał dzieci, wbrew życzeniom apostołów, którzy chcieli je oddalić: ?Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie. Nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże? (Mk 10, 14b).

Wydaje się bardzo prawdopodobne, że przykład Jezusa z dziećmi miał szczególne zastosowanie w rozwiązaniu pytania, czy dzieci powinny być dopuszczone do chrztu. To wydarzenie z życia Jezusa zostało zapamiętane i wywarło wpływ na podejmowanie tej decyzji przez Kościół. W miarę jak nauczanie Jezusa było przekazywane, słowa z Liturgii chrztu stawały się słowami, którymi posługiwano się w opowiadaniu tego wydarzenia z życia Jezusa.

Greckie wyrażenie użyte w Ewangelii ?nie przeszkadzajcie im? jest tym samym greckim wyrażeniem, które znajdujemy we wczesnej liturgii chrztu, gdzie jest użyte dla zaznaczenia, że ktoś powinien być dopuszczony do chrztu. Jest to również to samo greckie wyrażenie użyte w Dziejach Apostolskich w decyzji ochrzczenia etiopskiego dworzanina (Dz 8, 36) i w decyzji ochrzczenia Korneliusza i członków jego rodziny (Dz 10, 47). Jak w wypadku słów Eucharystii, liturgiczne życie Kościoła miało wpływ na słowa używane w Ewangeliach. A potrzeba Kościoła, by rozwiązać problem chrztu dzieci miała wpływ na zapamiętanie i przekazywanie postępowania Jezusa zapraszającego dzieci do siebie.

Czasami sam tylko fakt istnienia Kościoła wpływał na przekazywanie słowa Jezusa. Gdy twój brat zawini przeciwko tobie, idź i upomnij go w cztery oczy... Jeśli cię nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch... Jeśli i tych nie posłucha, donieś Kościołowi? (Mt 18, 15. 16. 17). To nauczanie Jezusa dostarczało wskazań do rozwiązywania konfliktów pomiędzy członkami pierwotnego Kościoła. Formułowanie tego w Ewangelii jasno odzwierciedla zastosowanie w kontekście Kościoła - Kościoła, który jeszcze nie istniał w czasach Jezusa.

Czasami konkretna sytuacja Kościoła znajdowała odzwierciedlenie w Ewangelii. Być może najlepiej zrozumiemy ostre potępienie faryzeuszów przez Jezusa w Ewangelii Mateusza (Mt 23, 13-29) przez uświadomienie sobie, że była ona pisana, kiedy pierwotny Kościół był prześladowany przez żydowskich urzędników. Werset: drugich po swych synagogach biczować i z miasta przepędzać będziecie (Mt 23, 34b) dość dobrze opisuje co spadnie na Żydów,, którzy stali się chrześcijaninami. Jezus jasno kierował mocne słowa do faryzeuszy, ostrzegając ich, że zamykali uszy na Bożą nowinę. Ale gwałtowność Jego słów w Ewangelii Mateusza prawdopodobnie odzwierciedla prześladowania, jakie cierpiał pierwotny Kościół z rąk Żydów, w czasie gdy ta Ewangelia powstawała.

Widzimy stąd, że potrzeby i modlitwy pierwotnego Kościoła miały wpływ na to, które wydarzenia i nauki z życia Jezusa były zapamiętywane i wpływały na sposób, w jaki były one opisywane. Wydarzenia i słowa były przekazywane ,,ustnie na długo przed tym, zanim zostały spisane. Zapis był aktem końcowym, ale aktem, który w dużej mierze zależał od ustnego przekazu Ewangelii, który miał miejsce wcześniej. Dlatego właśnie tak bardzo ważną sprawą było, aby przekazywanie nowiny o zbawieniu odbywało się pod natchnieniem Ducha Świętego.

ROLA DUCHA ŚWIĘTEGO

Nie możemy ograniczyć się do końcowej redakcji Pisma Świętego; natchnienie Ducha Świętego w kształtowaniu ustnej tradycji było nieodzowne. Nie wolno nam wyobrażać sobie, że gdy ewangeliści zabrali się do sporządzania zapisów, zaczynali od niczego, albo że pozbierali wyblakłe wspomnienia i poprzez natchnienie Ducha Świętego byli w stanie je skorygować. Duch Święty z pewnością inspirował pisanie Ewangelii, ale również inspirował przekazywanie ewangelicznej nowiny, które poprzedzało pisanie. Jego działanie w inspirowaniu jednego nie może być oddzielone od działania w inspirowaniu drugiego.

Jasne jest również, że Inspiracja Ducha Świętego jest czymś danym tak wspólnocie, jak i pojedynczym osobom. Przekazywanie wiary nie było tylko sprawą jednej natchnionej osoby mówiącej do innych, pomimo iż było to jednym z bardzo ważnych aspektów.

Rzeczywistość była o wiele bardziej złożona. Duch Święty inspirował i kierował Kościołem i jego przywódcami w ich decyzjach dotyczących dopuszczenie pogan do chrztu, chrztu dzieci, rozwoju form religii. Ewangelia była żywym słowem wcielonym w życie Kościoła. Jej ostateczny zapis tak wyrażał życie Kościoła, jak dotąd czyniła to tradycja ustna.

Z jednego tylko punktu widzenia, jest to sprawą drugorzędną, że słowa Pisma są natchnione. Jezusowa obietnica zesłania Ducha Świętego była więcej niż tylko obietnicą pozostawienia wolnej od błędów księgi. Obiecał On, że Duch natchnie - zamieszka i pokieruje - narodem, Kościołem. Jednym z aspektów natchnienia Kościoła przez Ducha Świętego było Jego przewodnictwo w przekazywaniu nowiny zbawienia, kolejnym aspektem było Jego kierowanie tymi, którzy utrwalali ustną tradycję w piśmie. Chrystus nie przyszedł, by stworzyć świętą księgę, ale święty lud; Świątynią Ducha Świętego jest nie księga, ale ciało Chrystusa.

Paweł przedstawił nam różne sposoby, poprzez które Duch Święty jest obecny w Kościele, inspirując i kierując ludźmi tak, że ciało Chrystusa może być budowane. Jednemu dany jest przez Ducha Świętego dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków (1 Kor 12, 8-10). W innym liście Pawła zawarte są inne słowa, ale znaczenie jest podobne: i On ustanowił jednych jako apostołów, innych jako proroków, innych jako ewangelistów, innych jako pasterzy i nauczycieli dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego (Ef 4, 11-12).

Paweł rozpoznawał Ducha Świętego, który daje różne dary i możliwości służby. Obecność Ducha w Kościele nie była chwiejną obecnością, ale obecnością konkretnie okazywaną poprzez dary służby, jakie On zsyłał. Dary te miały znaczenie tylko w kontekście wspólnoty chrześcijańskiej: celem ich było budowanie Kościoła. Paweł utrzymywał również, że jedne dary były cenniejsze od innych, i że ważność wszystkich darów może być oceniana poprzez ich wartość dla Kościoła.

Dary Ducha muszą być rozumiane jako ważny aspekt sposobu, w jaki Duch Święty kierował przekazywaniem ewangelicznej nowiny w pierwotnym Kościele. Inspirował kaznodziejów i nauczających, zanim natchnął autorów. Właściwie Paweł nie wspomina nawet autorów czy pisarzy, wymieniając sposoby działania Ducha. Nie oznacza to, że autorzy Nowego Testamentu nie byli natchnieni. Byli - łącznie z samym Pawłem, gdy opisywał dary Ducha. Sedno sprawy tkwi w tym, że centrum inspiracji Ducha stanowił Kościół, i że działał On poprzez różnorodność darów, mających zaspokoić dydaktyczne potrzeby Kościoła i wierne przekazywanie nowiny Jezusa.

Kiedy zastanowimy się nad uczynionym przez Jezusa wyborem i posłaniem apostołów, i nad sposobem, w jaki pierwotny Kościół rozwiązał problem nawróconych pogan, i nad nauczaniem Pawła w listach, jasnym staje się fakt, że pierwotny Kościół uznawał pewnych ludzi upoważnionych nauczycieli i przywódców. Specjalnym szacunkiem darzeni byli apostołowie i starsi. To oni pod przewodnictwem Ducha Świętego ostatecznie rozwiązywali problemy, na które napotykał pierwotny Kościół. Apostołowie i starsi byli ostatecznym kryterium autentyczności przekazywanej Ewangelii.

Kiedy istniała konsultacja i współpraca pomiędzy apostołami i pierwszą wspólnotą jerozolimską, dotycząca potrzeby kształtowania diakonów, właśnie dwunastu zwoływało wspólnotę na naradę i właśnie Dwunastu podejmowało decyzję mianowania diakonów (Dz 6, 1-6). Zagadnienie nawróconych pogan zostało rozwiązane wtedy, kiedy zebrali się więc apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę (Dz 15, 6); Piotr i Jakub odgrywali dominującą rolę podczas tego spotkania. Kiedy Paweł wysłuchał jakimi cechami mają się odznaczać starsi powiedział, że wraz z osobistą dojrzałością i świętością starszy powinien być: ?przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać opornych (Tt 1, 9).

Listy Pawła przedstawiają również współczesne prądy myślowe w latach następujących po Wniebowstąpieniu Chrystusa. Nie każdy odbierał i rozumiał Ewangelię w jej czystości; nie każdy ją wiernie przekazywał. Paweł sprzeciwiał się tym, którzy domagali się, żeby ochrzczeni poganie zachowali Stare Prawo; również musiał walczyć z przesądami i pogańskimi praktykami, które nowonawróceni wnosili do chrześcijaństwa. Paweł musiał ostrzegać ludzi, żeby nie przyjmowali żadnej innej ewangelii niż tradycyjna, nawet gdyby słyszeli nową ewangelię od anioła (Gal 1, 8).

Kryterium autentyczności dla prawdziwej tradycji było dlatego konieczne. Nie mogło być powołania się na Biblię, ponieważ Nowy Testament nie był jeszcze ukończony. Nie każda prorocza wypowiedź mogła być przyjęta bez zastrzeżeń, bo fałszywi prorocy również twierdzili, że mówią pod natchnieniem Ducha (1 J 4, 1). Kryterium autentyczności ukształtowało się wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej w Kościele pod przewodnictwem apostołów i starszych. Poprzez nich Duch kierował autentycznym przekazywaniem Ewangelii zbawienia, w której należało znaleźć życie wieczne.

Orientacja Kościoła była przede wszystkim konieczna do odróżnienia, które wczesne pisma wiernie przekazywały żywą tradycję Kościoła, a które nie. Nie są nam one znane dziś, ale liczne pisma twierdzące, że są przekazem ewangelicznym zostały napisane w drugiej połowie I w. i w II wieku. Cztery Ewangelie, które przyjmujemy dziś jako natchnione Słowo Boże, były tylko czterema spośród wielu pism utrzymujących, że są Ewangeliami. Autorstwo niektórych było nawet przypisywane apostołom np. ewangelia Tomasza. Dzieło to zaczyna się od stwierdzenia: ?To są tajemnicze słowa, które powiedział żyjący Jezus a Didymus Judasz Tomasz zapisał?. Potem następuje 114 wypowiedzi Jezusa, niektóre bardzo podobne do nauk Jezusa, zawartych w czterech Ewangeliach Nowego Testamentu, ale większość zupełnie innych.

Ukazywały się w pierwotnym Kościele również pisma, które miały być zaginionymi listami Pawła lub też miały opowiadać dzieje Apostołów Jana, Andrzeja i Tomasza; tak jak Dzieje Apostolskie i Nowy Testament mówią o działalności Piotra i Pawła. Nawet apokaliptyczna księga objawienia, ukazała się, będąc rzekomo objawieniem dla Piotra czy Pawła, czy Tomasza.

Łatwo zauważyć, że pierwotny Kościół stał przed problemem rozróżnienia pism, które były autentycznym przekazem ewangelicznej nowiny, od tych pism, które nim nie były. Nie było to oczywiste, które księgi powinny być uważane za święte pismo, a które nie. Twierdzenie, że list został napisany przez Pawła, czy że ewangelia została napisana przez Tomasza, czy że objawienie dane było Piotrowi, nie wystarczyło aby ustalić, że słowa te są autentycznymi dziełami apostolskimi. Z drugiej strony tylko dlatego, że Ewangelia została napisana przez kogoś innego niż przez apostoła nie znaczyło, że miała zostać odrzucona: Łukasz nie był jednym z dwunastu apostołów. Daleko od Nowego Testamentu spadającego z nieba, by stać się konstytucją i prawem pierwotnego Kościoła, znajdował się pierwotny Kościół, który ustanowił Nowy Testament. Poszczególne księgi Nowego Testamentu zostały napisane, by utrwalić żywą wiarę, którą żył już pierwotny Kościół, wiarę, która była przekazywana pod natchnieniem Ducha Świętego. To Kościół decydował, które spośród wielu ksiąg twierdzące, że są apostolskimi pismami, były nimi naprawdę. Kościół decydował, które księgi mogły być używane jako kryterium oceny autentyczności nauczania. Nasze słowo kanon pochodzi od semickiego słowa, które oznaczało trzcinę używaną do mierzenia. Księga kanoniczna to taka, która może być przyjęta jako miara, przewodnik, zasada.

Nie mamy dowodu, że miało miejsce kiedykolwiek bezpośrednie Boskie objawienie ustalające, które księgi należy uznać jako natchnione pisma, które mogły służyć jako przewodnik wiary Kościoła. Raczej to starsi, biskupi Kościoła decydowali, które księgi miały być uważane za część Biblii. Oni po długich debatach podejmowali decyzję, a czynili to pod natchnieniem Ducha Świętego. Autorytet Kościoła wyjaśnił sprawę i wybrał dwadzieścia siedem ksiąg jako autentyczny wyraz wiary Kościoła, od-rzucając jako apokryficzne sporo ponad sto innych.

Debata nad tym, które księgi mają być przyjęte jako kanoniczne i czytane jako słowo Boże, trwała kilka setek lat. Przez ten czas różne listy natchnionych ksiąg zostały przyjęte w różnych częściach Kościoła. Podczas gdy istniała powszechna zgoda co do większości ksiąg, które czytamy jako część Nowego Testamentu, była. pewna liczba ksiąg, która wywołała sporą dyskusję - np. list do Hebrajczyków. Dopiero około 400 r. zapanowała. w Kościele całkowita zgoda, że dwadzieścia siedem ksiąg, które czytamy jako Nowy Testament były naprawdę natchnionym słowem Bożym; a wszelkie inne - odrzucono.

KOŚCIÓŁ JEST TYM, KTÓRY SŁUCHA

Jan twierdzi w swym pierwszym liście, że powodem, dla którego pisze jest to, że oznajmiamy i wam, cośmy ujrzeli i słyszeli, abyście i wy mieli duchową łączność z nami. My zaś mamy duchową łączność z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem? (1 J 1, 3). Przyjaźń z Ojcem przez Jezusa Chrystusa jest ściśle połączona z przyjaźnią z innymi chrześcijanami stanowiącymi ciało Chrystusa.

Bóg nie przemawia do nas zza chmur, ale poprzez słowa ludzi: słowa tworzone przez ludzkie wargi, słowa za-pisane ludzką ręką. Bóg postanowił zbawić nas nie jako poszczególnych ludzi, lecz jako część ciała Chrystusa. Działanie Ducha Świętego w nas jednocześnie umożliwia nam zwracanie się do Boga jako do Ojca i włącza nas w Ciało Chrystusa. Stać się synem Boga to być włączonym do rodziny Boga.

Objawienie zaczęło się od dialogu między Bogiem i. Jego ludem w czasach Starego Testamentu; objawienie osiągnęło swe wypełnienie w Jezusie Chrystusie, Słowie, które stało się ciałem. Słowo Boże było ukształcone i przekazane przez lud Boży. Słowo Boże dziś nadal znajduje swój dom w ludzie Bożym. Pismo jest częścią starego dialogu między Bogiem i Jego ludem, Kościołem.

Pismo musi być czytane, tak jak zostało napisane: jako wyraz wiary wewnątrz Kościoła. Nasza wiara i nasza przy-należność do ciała Chrystusa są podstawą czytania Pisma. Słowa Pisma mają pełne znaczenie dla kogoś złączonego z Chrystusem poprzez Jego ciało.

Nie czytamy Pisma tylko indywidualnie; także uczestniczymy w czytaniu Pisma przez Kościół, jako w jednym z aspektów Jego życia. Jest to łatwo dostrzegalne w głoszeniu Pisma Świętego podczas liturgii - głoszeniu. które jest wydarzeniem wewnątrz Kościoła, wydarzeniem wzbogacającym jego życie.

Fakt, że Kościół jest miejscem, gdzie słuchamy Słowa Bożego nie jest powszechnie rozumiany i przyjmowany. Niektórzy utrzymują, że Biblia jest głównym sposobem, w jaki Bóg przemawia do człowieka, umieszczając ją poza Kościołem i ponad Kościołem. Inni posuwają się dalej mówiąc, że Biblia jest wszystkim co potrzeba, że to co ważne, to nasz związek z Jezusem Chrystusem, i że Kościół nie jest potrzebny.

Takie poglądy nie są podtrzymywane przez samą Biblię. Ewangelie uważają, że Jezus pracował nad tym, aby zostawić grupę, która stanowiłaby Jego ciało. Celem Jego nie było napisanie księgi, ani nawet wybranie ludzi, którzy by ją pierwsi napisali. Celem działalności apostolskiej jest szerzenie Kościoła, a nie rozwijanie Biblii. Droga do zbawienia została odnaleziona poprzez przyłączenie się do apostolskiego Kościoła.

Biblia nie poucza nas, że wszystkim czego potrzebujecie jest Biblia, mimo iż czasem jakiś urywek wydaje się potwierdzać ten pogląd:

Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i w czym ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś; i ponieważ od lat niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo, od Boga natchnione, jest i pożyteczne do nauki, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości - aby człowiek Boży był doskonały - przysposobiony do każdego dobrego czynu (2 Tym 3,14-17).

Tymoteuszowi doradzano, że czytanie Pisma jest bardzo korzystne. Ale jasno nie jest powiedziane: Pismo jest wszystkim, czego ci potrzeba. Pismo, o którym tu mowa to księgi, czytane dziś jako Stary Testament. Dla Pawła byłoby nie do pomyślenia twierdzić, że Stary Testament daje nam całą potrzebną wiedzę o Bogu i powinien być uważany za prawo naszego życia. A jasne jest, że tylko o Starym Testamencie jest tutaj mowa, bo odniesienie jest uczynione do Tymoteusza czytającego Pismo zawsze od dzieciństwa. Ponieważ Tymoteusz był wystarczająco dorosły, aby być współtowarzyszem Pawła, kiedy Paweł pisał swój pierwszy list (1 Tes ok. 51 r. por. 1 Tes 1, 1), Tymoteusz musiał urodzić się około 30 roku po Chrystusie. Pisma, które Tymoteusz znał od dzieciństwa nie mogły być zapisami Nowego Testamentu, bo on był już dorosły, gdy one zostały sporządzone.

Potrzebujemy przewodnictwa Kościoła, aby właściwie czytać i rozumieć Pismo. Trzeba nam rozumieć nowinę zbawienia, która sięga czasów apostołów, a która została wyrażona w napisanych słowach Biblii. Trzeba nam przewodnictwa Kościoła i Ducha Świętego w przystosowaniu Pisma do nowych sytuacji i pytań.

Interpretacja Pisma musi wynikać z natchnienia Ducha Świętego w Kościele. To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie wolą bowiem ludzką zostało kiedyś przeniesione proroctwo, ale przez Ducha Świętego unoszeni mówili do Boga święci ludzie (2 P 1, 20-21). Jest to argument, że proroctwo zawarte w Piśmie nie pochodzi od ludzi, ale od Ducha Świętego, tak samo interpretacja nie jest pozostawiona ludziom. Sposób, w jaki słowo Boże zostało wypowiedziane do człowieka daje kontekst do zrozumienia go. Bóg mówił poprzez swój lud tak w czasach Starego jak i Nowego Testamentu; nasze słuchanie i rozumienie musi odbywać się w kontekście jego ludu dzisiaj.

Duch Święty jest tak samo w Kościele dziś, jak był w pierwotnym Kościele. Nie na to kierował Radą Jerozolimy w rozwiązywaniu problemów nawróconych pogan, by zostawić Kościół i nie kierować jego soborami dzisiaj. Nie ogranicza też swego przewodnictwa do tego, co już zostało napisane. Dalej jest obecny w Kościele inspirując przekazywanie nowiny o zbawieniu.

Przyjęcie Pisma jako Słowa Bożego oznacza zaakceptowanie sposobu, w jaki zostało wyrażone w słowach ludzi. Akceptacja Pisma oznacza przyjęcie tradycji, która formowała Pismo i uznała je za natchnione. Przyjęcie Pisma oznacza akceptację pouczającego autorytetu Kościoła, ponieważ właśnie poprzez ten autorytet słowa Pisma zostały po raz pierwszy przekazane, a księgi Pisma - ocenione jako autentyczna miara naszej wiary. Nie możemy przyjąć autorytatywnego nauczania Kościoła w II w., a odmówić mu tej roli współcześnie. Czyniąc tak twierdzilibyśmy, że Duch Święty, który kierował wczesnym Kościołem, już nim dłużej nie kieruje w naszych czasach.

Rola Kościoła nie polega na osądzeniu prawdziwości lub fałszu tego, co jest zawarte w Piśmie, ale na kształceniu się przez Pismo, głoszeniu nowiny zawartej w Piśmie i wcielaniu ideałów w nim zawartych. Zadaniem Kościoła jest dalsze przekazywanie nowiny i życia zbawienia rozpoczętego w czasach apostołów. Pismo jest dla Kościoła normą czynienia tego oraz narzędziem. Tak jak Paweł, Kościół nie tylko ma przekazywać nowinę; ale przekazywać życie, jednając ludzi z Bogiem przez Chrystusa: ?Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę przejednywania? (2 Kor 5, 18).

Kościół nie jest sądem najwyższym, dającym definitywną interpretację praw danych przez niebieskiego Prawodawcę. Kościół jest zorganizowaną wspólnotą. Musi koncentrować się na życiu i jego rozprzestrzenianiu. Czasami musi się dokonać autorytatywnej interpretacji słów Pisma, ale w praktyce jest to tylko mały procent posługiwania się Pismem przez Kościół. Więcej dowiadujemy się o Piśmie ze sposobu, w jaki Kościół posługuje się nim, np. w modlitwie, niż z oficjalnych wypowiedzi czynionych uroczyście. Będąc częścią życia Kościoła, poznajemy znaczenie Pisma dla naszego życia.

Podczas gdy autorytatywna rola nauczającego Kościoła jest niezbędna i daje konieczny fundament, nasze czytanie Pisma znajduje kontekst i odbicie w pełnym życiu Kościoła. Ograniczyć Kościół do roli nauczyciela, jakkolwiek nieomylnego, to widzieć tylko jeden wymiar o wiele większej rzeczywistości. Nie tylko to, co Kościół naucza, ale i jak żyje, stanowi zasadę zrozumienia Pisma. Nasze pojmowanie Pisma jest wyznaczone tysiącem niedostrzegalnych sposobów: poprzez nauczanie, którego słuchamy, wspólne życie modlitwy, naszą przyjaźń w Duchu Świętym (2 Kor 13) z innymi chrześcijanami.

Weźmy tylko prosty przykład: w słowach Pawła nigdy nie było oficjalnego nakazu. Chcę więc by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc czyste ręce, bez gniewu i sporu (1 Tym 2, 8), aby nie brać ich dosłownie, jako wskazówkę dla właściwej modlitwy. Ale modlitwa ze wzniesionymi rękami nie jest dziś powszechnie praktykowana. Nasz styl modlitwy jest często wyznaczony raczej doświadczeniem niż poprzez jasne nauczanie i interpretację wersetów Pisma.

Rzeczywiście, powszechna nauka czasami powoduje nie zupełnie dokładne rozumienie Pisma. Ostrzeżenie Jezusa w Ewangeliach, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego? (Łk 18, 25) często było wyjaśniane przez twierdzenie, że była w murach Jerozolimy mała brama nazywana Uchem igielnym i że wielbłądy z trudem przeciskały się przez nią. Interpretacja ta powstała kiedyś w średniowieczu, jednak nie znaleziono żadnego potwierdzenia, że brama taka istniała lub, że Jezus miał taką bramę na myśli. Musimy skonfrontować pełną wagę ostrzeżenia Jezusa o bogactwie, polegając na Jego obietnicy, że ?To co nie możliwe dla ludzi, możliwe jest dla Boga? (Łk 18, 27), a nie na powszechnej interpretacji, która osłabia przekaz Ewangelii.

Łatwiej można by przypisać Biblii nadziemską doskonałość i całe nasze zaufanie w niej położyć, niż zaufać Kościołowi, którego ludzkie niedoskonałości i grzeszność bywają widoczne. Ale plan Boży nie przewidywał prowadzenia nas przez napisanie doskonałej księgi, ale włączenie nas do ludu idącego drogą do pełnego zbawienia. Nasze zgorszenie, że Kościół nie jest doskonalszy było prawdopodobnie odczuwane w I wieku: Piotr prawdopodobnie nigdy nie wydawał się bez skazy. Może łatwiej jest zawierzyć Pismu niż Kościołowi, ale taka wiara, która stawia Pismo ponad Kościołem jest źle umiejscowiona: czyni bowiem Pismo większym, a Kościół mniejszym, co nie jest zgodne z planem Bożym.

Podczas gdy Kościół nie jest ponad autorytetem Pisma, Kościół ma autorytet, by głosić i interpretować Pismo. Przekazywanie wiary jest dziełem Kościoła. Biblia jest księgą Kościoła. Przekazywanie wiary nie może być oddzielone od Kościoła, ani Biblia nie może być od niego oddzielona. Kościół musi uznać Biblię za kanoniczną: regułę, miarę, normę wiary. Nauka Kościoła musi czerpać i być rządzona przez Pismo.

Kościół jest tym, który słucha słowa Bożego wypowiedzianego poprzez Pismo. Bóg wypowiada swoje słowo do Kościoła tak, że sam Kościół może być dla świata zwiastunem Boga i Jego nowiny. Słowo, które Bóg wypowiedział w Jezusie Chrystusie nadal rozbrzmiewa przez świat w życiu tych, którzy znaleźli życie w Jego imieniu. Słowo Boże stało się obecne w ludzie Bożym - Kościele.

 ================================================================

 Kiedy człowiek mówi w imieniu Boga, nie powinniśmy patrzeć na zegarek

Z o. Raniero Cantalamessą, kaznodzieją Domu Papieskiego, rozmawia Cezary Sękalski

Cezary Sękalski: Jakie znaczenie ma głoszenie słowa Bożego w trakcie Mszy Świętej?

Raniero Cantalamessa: Mówienie o Piśmie Świętym podczas Mszy nie jest równoznaczne z jego studiowaniem poza nią. Czytania mszalne służą przygotowaniu wiernych do przyjęcia Komunii świętej. Pomagają wejść w relację z Jezusem. W czasie liturgii eucharystycznej Jezus umiera i zmartwychwstaje. W liturgii słowa obecny jest Jezus, który naucza.

Słowo odczytane podczas Mszy Świętej staje się rzeczywistością: wydarzenia z czasów Jezusa, np. uzdrowienie paralityka, dzieją się współcześnie, dlatego również my podczas Mszy mamy szansę doznać uzdrowienia, jak wspomniany paralityk. Czytane słowo Boże stwarza okazję, abyśmy przeżywali je zawsze na nowo. Liturgia słowa codziennie się zmienia, dlatego nadaje Eucharystii ciągle nowy aspekt.

Najlepszą ilustracją znaczenia liturgii słowa jest opis spotkania uczniów z Jezusem w Emaus. Jezus, wyjaśniając im pisma, przygotował ich i kiedy przełamał dla nich chleb, uczniowie Go rozpoznali. To powinno wydarzać się podczas każdej Mszy Świętej.

Rozumiem, że Ojciec przedkłada homilię, która objaśnia czytania mszalne, nad kazanie, które może być treściowo od nich oderwane.

Tradycyjnie homilia stanowi objaśnienie słowa Bożego czytanego podczas Mszy Świętej. Kazanie natomiast ma charakter bardziej ogólny i jest wygłaszane raczej poza Eucharystią. W języku włoskim słowo „kazanie” (predica) ma charakter moralizatorski, negatywny. Polega ono na mówieniu ludziom, jak mają postępować. Prawić komuś kazania, znaczy moralizować, mówić, co trzeba robić, a czego nie.

To rozróżnienie jest znakiem zmiany, która dokonała się w Kościele. Na początku, w czasach Jezusa, a później świętego Pawła, głoszenie Ewangelii oznaczało głoszenie królestwa Bożego i miało wydźwięk pozytywny. Było radosnym zwiastowaniem czegoś wspaniałego, pięknego. Z czasem jednak w Kościele aspekt moralny został tak mocno zaakcentowany, że w pewnym sensie zapomnieliśmy o tym, że pierwszym zadaniem kaznodziei jest głoszenie królestwa Bożego.

Ja w moim głoszeniu przede wszystkim na to zwracam uwagę. Chcę w sposób pozytywny głosić królestwo Boże, jego łaskę. Na drugim miejscu stawiam aspekt moralny. Nie odwrotnie. Nie po to przecież się umartwiamy, żeby otrzymać łaskę, ale ponieważ już ją otrzymaliśmy. Dlatego żyjemy moralnie.

Czy tak było od początku Ojca posługi kaznodziejskiej, czy też dopiero w pewnym momencie nastąpiło takie odkrycie?

Wraz z moim powołaniem kaznodziejskim przyszła mi do głowy myśl, aby przede wszystkim głosić królestwo Boże. Myślę, że jest to związane z odczuciem przeze mnie osoby Ducha Świętego, który pozwala rozpoznać Jezusa jako Pana, a następnie powołuje nas do tego, aby Go naśladować. Jednak zanim Jezus stanie się dla nas wzorem, najpierw jest darem, który mamy przyjąć od Ojca.

Szczególnie my, katolicy potrzebujemy tej zmiany punktu widzenia. Nasze kraje: Włochy i Polska od dawna były chrześcijańskie, dlatego nie odczuwaliśmy potrzeby, aby przywrócić takie głoszenie słowa Bożego. Spójrzmy jednak na kraje Ameryki Łacińskiej, gdzie wiele osób opuszcza Kościół katolicki, ponieważ w Kościele zielonoświątkowym odnajdują głoszenie słowa, które jest bardziej wyzwalające. Tam słyszą: „Chrystus umarł za twoje grzechy, jesteś wolny!” i ten styl głoszenia wywołuje wielkie wrażenie na słuchaczach. Myślę, że w krajach tradycyjnie katolickich musimy na nowo odkryć ten sposób nauczania, ponieważ również u nas sytuacja bardzo się zmieniła. Sekularyzacja jest tak rozpowszechniona, że na nowo trzeba głosić osobę Chrystusa. Dzisiejszy człowiek nie za bardzo przywiązuje wagę do obowiązków czy prawa, dlatego przede wszystkim trzeba mówić mu o darze Boga, jakim jest Jezus Chrystus.

Czy można powiedzieć, że kaznodzieja, który nie nawiązał głębszej relacji z Jezusem, ma tendencję do moralizowania, zaś ten, który tę relację pielęgnuje, chętniej opowiada o całym bogactwie królestwa Bożego?

Zależy to od formacji, jaką przeszedł dany kaznodzieja. Na przykład kazania Ojca Pio miały charakter w dużej mierze moralizatorski i prosty, ale nikt nie wątpi, że pozostawał on w  głębokiej relacji z Jezusem. Ojciec Pio nie przekazywał Bożego przesłania tylko przez słowa, ale czynił to całym swoim życiem. Wiele osób, które z nim się spotkały, doświadczyło łaski Bożego przebaczenia, przede wszystkim za pośrednictwem sakramentu pojednania.

Wiele zależy zatem od kontekstu, w którym działa dany kaznodzieja i od charyzmatu, jaki otrzymał. Mamy kaznodziejów, którzy w sposób konkretny mówią, co należy robić, a czego nie, ale potrzebujemy tych, którzy głoszą Ewangelię Jezusa Chrystusa.

W jaki sposób Ojciec przygotowuje się do głoszenia homilii?

Głoszenie kazań w Domu Papieskim wymaga ode mnie wielkiego zaangażowania. Za każdym razem, kiedy przygotowuję kazanie, muszę przeczytać wiele książek, przejrzeć wiele publikacji. Jeśli podróżuję po świecie, aby głosić słowo biskupom, kapłanom i ludziom świeckim, korzystam z tego, co wcześniej przygotowałem dla papieża. To, co mówię papieżowi, mówię też potem moim współbraciom. Wszystkie moje książki (obecne także na rynku polskim) były najpierw kazaniami wygłoszonymi w Domu Papieskim.

Często bywam proszony o omówienie jakiegoś tematu. Wtedy muszę się przygotować. Natomiast wczoraj wieczorem w kościele braci kapucynów na Loretańskiej w Krakowie, kiedy zobaczyłem przed sobą konkretnych ludzi, głosiłem to, co już we mnie jakoś dojrzało, niezależnie od tekstów czytań. Dzięki temu mogłem mówić bez patrzenia na kartkę, mając stały kontakt z wiernymi. Osobisty kontakt ze słuchaczami jest czymś bardzo ważnym w głoszeniu. Jednak kiedy przygotowuję coś nowego dla ojca świętego czy przy innych okazjach, dużo czasu przebywam w naszej wspólnotowej kaplicy i oczekuję, że natchnienie przyjdzie od Boga.

W 2005 roku musiałem przygotować homilię dla kardynałów zgromadzonych na konklawe. W takim wypadku jest oczywiste, że musiałem prosić Boga, aby dał mi poznać, co chce, żebym powiedział. Nie twierdzę, że Bóg przemawia do mnie w sposób bezpośredni, przez konkretne słowa, niejednokrotnie zdarza się jednak, że podczas modlitwy pojawia się myśl albo natchnienie ukierunkowujące mnie na jakieś zdanie z Ewangelii, które nagle zostaje mi rozświetlone i lepiej rozumiem jego znaczenie. Podczas przygotowań do kazania na konklawe, moją uwagę przyciągnął tekst z Dziejów Apostolskich o zesłaniu Ducha Świętego.

W jaki sposób przeżywa Ojciec mówienie w imieniu Boga?

Jestem zaskoczony, kiedy słuchacze moich kazań mówią, że odczuwają w nich obecność Boga. Jestem pewien, że to nie zależy ode mnie, a cała zasługa znajduje się po stronie słuchaczy, ponieważ mają serca otwarte na słowo Boże.

Słowo Boże ma własną moc, niezależną od kaznodziei. Myślę, że sekretem skutecznego głoszenia słowa Bożego jest to, że kaznodzieja sam w nie wierzy, a wiara to dar od Boga. Dzięki łasce Bożej wierzę w to, co mówię. Moich słuchaczy przekonuje zatem moja wiara w treść, którą przekazuję.

Bóg dał mi łaskę całkowitej wiary w Jezusa Chrystusa. Zdarza się, że w tym, co mówię, doświadczam obecność Ducha Świętego. Nagle pojawia się myśl, której wcześniej nie przygotowywałem. Przychodzi takie szczególne przekonanie…

…prorockie?

Odczuwam, że jest to profetyczna interwencja Ducha Świętego. Bez wątpienia wtedy jedno słowo znaczy więcej niż całe kazanie. Równocześnie zmienia się ton głosu i Ewangelia jest głoszona z autorytetem. O Jezusie mówiono, że głosi naukę z mocą. Coś z tej mocy można niekiedy odczuć i dzisiaj.

Czy miał Ojciec jakieś wzorce w głoszeniu kazań? Czy jakieś kazania Ojciec szczególnie zapamiętał jako słuchacz?

Nie pamiętam dokładnie tego, co słyszałem w różnych kazaniach. Na mnie w największym stopniu wpłynęły kazania, których słuchałem w wieku dwunastu lat, zaraz po wstąpieniu do niższego seminarium. Były to pierwsze rekolekcje, jakich tam wysłuchałem. Wtedy odkryłem moje powołanie.

Przeszedł Ojciec drogę od wykładowcy, który naukowo zajmuje się teologią, do kaznodziei. Jak to się stało?

Myślę, że było to Boże wezwanie. Tej decyzji nigdy nie żałowałem. Nie oznacza to jednak, że w jakiś sposób odrzuciłem naukę, przeciwnie – studiowanie było dla mnie wielką łaską. Dlatego dziś nie zachęcam młodych ludzi, aby mnie naśladowali. Raczej nie powinni porzucać studiów dla kaznodziejstwa. Jest to tylko moje szczególne powołanie, za które bardzo Bogu dziękuję. Umożliwia mi ono bowiem mówienie o bogactwie Ewangelii i królestwa Bożego nie tylko małej grupce studentów, ale wszystkim ludziom, począwszy od papieża, a skończywszy na zwyczajnych chrześcijanach. Uważam, że Kościół to ogromny magazyn, pełen cennych darów. Zadaniem kaznodziei jest otworzenie odpowiednich drzwi tego magazynu i umożliwienie słuchaczom sięgnięcia po to, czego potrzebują.

Czy decyzja o wyborze posługi kaznodziejskiej zaważyła w jakiś sposób na późniejszym przyjęciu przez Ojca funkcji w Domu Papieskim?

Tak. Kaznodzieją Domu Papieskiego zostałem kilka miesięcy po tym, jak podjąłem tę decyzję.

Jakim słuchaczem był Jan Paweł II?

Najlepszym, jakiego w życiu miałem. Przede wszystkim był niezmiernie zainteresowany tym, co mówiłem. Często prosił o teksty moich kazań. W kaplicy Domu Papieskiego papież zwykle siedział po mojej lewej stronie, a biskupi naprzeciwko mnie. Na wszystkich fotografiach widać, że ojciec święty jest bardzo skupiony, skoncentrowany.

Kiedy był w dobrej formie fizycznej, często po kazaniu zatrzymywał się i rozmawiał ze mną. Czasem mówił: – Dzisiaj wyjaśniłeś nam wiele wspaniałych spraw. Zaś po moich kazaniach maryjnych powiedział: – Musisz je szybko opublikować! Często też starał się ukazać konkretne znaczenie tego, co mówiłem albo pytał, skąd zaczerpnąłem jakąś ideę. Bardzo dobrze mi się mówiło, bo nie czułem tremy, mimo że mówiłem do papieża. Jan Paweł II był bardzo pokorny, słuchał jak każdy chrześcijanin.

Raz, podczas roku jubileuszowego w kazaniu dla Kurii Rzymskiej komentowałem zdanie św. Pawła: „A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1, 10). Dodałem przy tym: – Przyjmijcie te słowa, jakby mówił je do was ojciec święty. Potem biskup Stanisław Dziwisz powiedział do mnie: – Dzisiaj bardzo wzruszyłeś ojca świętego…

Jan Paweł II nigdy nie przejawiał pośpiechu czy zniecierpliwienia. Kiedy po raz pierwszy wygłaszałem przed nim kazanie w Wielki Piątek w Bazylice Świętego Piotra, postanowiłem mówić powoli, ponieważ świątynia jest wielka i powstaje w niej bardzo duży pogłos. Z tego powodu kazanie trwało dziesięć minut dłużej niż przewidywałem. Biskup, który pilnował harmonogramu dnia ojca świętego, był zaniepokojony i od czasu do czasu spoglądał na zegarek, ponieważ po liturgii papież miał uczestniczyć w drodze krzyżowej w Koloseum. Następnego dnia ów biskup opowiadał siostrom zakonnym, że po liturgii Jan Paweł II zawołał go i uśmiechając się, powiedział: – Kiedy człowiek mówi do nas w imieniu Boga, nie powinniśmy patrzeć na zegarek…

Raniero Cantalamessa – włoski kapłan z zakonu kapucynów, doktor teologii i literatury klasycznej, były wykładowca historii starożytnej chrześcijaństwa na Uniwersytecie Katolickim w Mediolanie. W 1979 roku zrezygnował z pracy naukowej i poświęcił się całkowicie głoszeniu słowa Bożego. W 1980 roku papież Jan Paweł II mianował go kaznodzieją Domu Papieskiego, którym pozostaje do dziś. Członek Papieskiej Komisji Mieszanej ds. Dialogu z Kościołami Zielonoświątkowymi. Autor książek tłumaczonych na kilkanaście języków. W telewizji włoskiej (RAI) prowadzi audycję, w której komentuje teksty ewangeliczne.